Dołączył: 12 Cze 2008 Posty: 22 Skąd: Wielka Brytania
Wysłany: 2008-06-29, 18:26 O Prawdzie czyli czy nauka i religia mogą iść w parze...
Jak to jest Waszym zdaniem? Teologia tłumaczy świat na swój sposób. Odkrycia naukowe twierdzą inaczej. Można tu znaleźć punkty zaczepienia? Przykład: stworzenie świata.
_________________ "Wiedz, że w każdej epoce i w każdym systemie religijnym wszystkie Boskie przepisy ulegają zmianie i przekształceniu zgodnie z wymogami czasu, za wyjątkiem prawa Miłości..."
Baha'u'llah
Dołączył: 12 Cze 2008 Posty: 22 Skąd: Wielka Brytania
Wysłany: 2008-06-30, 07:36
No cóż, w starym Testamencie jest mowa o stworzeniu świata w 6 dni. 7-go dnia Bóg odpoczywał. Są tacy, którzy dosłownie odbieraja to jako 6 dni, są tacy, którzy mówią o 6 tys. lat (chyba większość teologów Chrześcijan). Nauka jest na razie w powijakach ale powoli jakaś teoria się klaruje. Mamt wielki wybuch i biliony lat tworzenia wszechświata, miliony czy setki milionów tworzenia się ziemi itd. szczegóły są jeszcze do odkrycia. Nijak się to ma do 6 tys. lat.
_________________ "Wiedz, że w każdej epoce i w każdym systemie religijnym wszystkie Boskie przepisy ulegają zmianie i przekształceniu zgodnie z wymogami czasu, za wyjątkiem prawa Miłości..."
Baha'u'llah
Pomógł: 7 razy Wiek: 21 Dołączył: 03 Maj 2006 Posty: 422 Skąd: Kraków
Wysłany: 2008-06-30, 10:34
Nauka z religią nie mogą iść w parze, bo wszelkie wierzenia powstały w skutek próby wyjaśnienia sobie dziwnych zjawisk. Np kiedyś burza była gniewem Zeusa czy innego boga... a teraz wiadomo dlaczego tak się dzieje. Ten kto umie wyjaśnić wiele zjawisk będzie szukał wyjaśnienia naukowego dla tych, których na obecną chwilę nie jest w stanie wytłumaczyć.
_________________ Tak to jest, kiedy marzysz o kobiecie... której nie możesz mieć
Badanie rynku forum.gakus.eu
Pomogła: 3 razy Dołączyła: 26 Cze 2008 Posty: 30 Skąd: Polska
Wysłany: 2008-07-01, 08:28
unityman napisał/a:
(...)Mamt wielki wybuch i biliony lat tworzenia wszechświata, miliony czy setki milionów tworzenia się ziemi itd. szczegóły są jeszcze do odkrycia. Nijak się to ma do 6 tys. lat.
Jeśli chodzi o wielki wybuch, to przeważnie następuje on na forach, gdy zostaje poruszony temat 'stworzenia świata', a większość dyskutantów zaczyna ścierać się poglądowo. To kolejny przykład na poziom tolerancji dla cudzych poglądów.. Osobiście mam w tej materii niemiłe doświadczenia a jestem tutaj nowa i chciałabym zostać na dłużej...
W każdym razie większość z dyskutantów obstając przy swoich mniej lub bardziej upowszechnionych teoriach na ten temat, potrafi zaciekle atakować tych, którzy ośmielają się wierzyć inaczej, niestety niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że w tym przypadku każda teoria opiera się nie na 'doświadczeniu', ale na 'wierze'.
Dołączył: 12 Cze 2008 Posty: 22 Skąd: Wielka Brytania
Wysłany: 2008-07-02, 12:09
No tak. Zwykle tak to jest.
Mógłbym tu zacytować słowa Abdu'l-Bahy (syna Baha'u'llaha):
Aby znaleźć prawdę, porzucić winniśmy nasze uprzedzenia i własne nasze małe, pospolite wyobrażenia; otwarty i chętny umysł jest nieodzowny. Jeśli kielich nasz pełen jest miłości własnej, nie ma w nim miejsca na Wodę Życia. Fakt, iż wyobrażamy sobie, że sami mamy rację, a wszyscy inni mylą się, jest największą ze wszystkich przeszkód na drodze ku jedności, jedność zaś jest nieodzowna, jeżeli osiągnąć mamy prawdę, albowiem prawda jest jedna.
Abdu'l-Baha, Mowy paryskie 41,7
_________________ "Wiedz, że w każdej epoce i w każdym systemie religijnym wszystkie Boskie przepisy ulegają zmianie i przekształceniu zgodnie z wymogami czasu, za wyjątkiem prawa Miłości..."
Baha'u'llah
Pomogła: 3 razy Dołączyła: 26 Cze 2008 Posty: 30 Skąd: Polska
Wysłany: 2008-07-03, 13:32
unityman napisał/a:
(...) jedność zaś jest nieodzowna, jeżeli osiągnąć mamy prawdę, albowiem prawda jest jedna.[/i]
Stwierdzenie, iż 'prawda jest jedna' wydaje się być logiczne i wielu myślicieli dochodzi do tego wniosku, aczkolwiek problem zaczyna pojawiać się wtedy , gdy ta 'jedna prawda' jest czymś innym dla każdego. To skłania do konkluzji, że jakiekolwiek, nawet najszczersze wysiłki nie są tutaj wystarczające, skoro nie prowadzą do jednolitej definicji prawdy, oraz że owa 'jedna prawda' nie jest możliwa do osiągnięcia drogą ludzkich rozważań i wykracza poza możliwość definiowania jej ludzkim umysłem.
Stwierdzenie, iż 'prawda jest jedna' wydaje się być logiczne
Ja zaś jestem obrzydliwym relatywistą i śmiem twierdzić, że coś takiego jak „jedna prawda” nie istnieje. A w każdym razie nie bez kontekstu - prawda nie jest uniwersalna. Oczywiście, fakty jako takie istnieją - np. to, że woda pod ciśnieniem 1atm wrze w temperaturze 100°C, ale nic ponad to nie jest pewne.
A może to Egipcjanie mieli rację i światem rządzi Ra ?
Cytat:
Jeśli chodzi o wielki wybuch, to przeważnie następuje on na forach, gdy zostaje poruszony temat 'stworzenia świata', a większość dyskutantów zaczyna ścierać się poglądowo. To kolejny przykład na poziom tolerancji dla cudzych poglądów..
Z drugiej strony najczęściej wygląda to tak, że przeciwko wywodom o promieniu tła, przesunięciu w podczerwieni czy rozkładzie izotopów helu-3 stoi Głębokie Przekonanie™, że nie było wielkiego wybuchu. To nie jest zarzut dla ciebie, po prostu wskazanie, że obie strony nadają na różnych falach.
A wracając do tematu: nauka odpowiada na pytanie „Jak?”, a religia - „Po co?”. Sprzeczność pojawia się dopiero, gdy religia bierze się za kwestie naukowe. Branie opisu stworzenia świata dosłownie jest równie mądre, co udowadnianie praw dyfuzji przy pomocy cytatów z Biblii. Niech lepiej osoby wierzące skupią się na szukaniu celu powstania świata, a nie pchają się na nie swoje tereny . Sprzeczności nie będzie.
Przepraszam, że tak chaotycznie napisałem, ale chyba wiadomo, o co chodzi.
Pomogła: 3 razy Dołączyła: 26 Cze 2008 Posty: 30 Skąd: Polska
Wysłany: 2008-07-09, 13:09
harkness napisał/a:
Ja zaś jestem obrzydliwym relatywistą i śmiem twierdzić, że coś takiego jak „jedna prawda” nie istnieje. A w każdym razie nie bez kontekstu - prawda nie jest uniwersalna. Oczywiście, fakty jako takie istnieją - np. to, że woda pod ciśnieniem 1atm wrze w temperaturze 100°C, ale nic ponad to nie jest pewne.
Owszem, to bardzo wygodny punkt widzenia, zwłaszcza dla relatywistów moralnych. (to uwaga ogólna, bez kontekstu osobistego)
'Co to jest prawda?'; dla wielu to pytanie pozostaje bez odpowiedzi do końca życia, inni znajdują na nie odpowiedź w sferze praw innych niż fizyczne, a wtedy ten moment początkuje często nową jakość życia. To daje pewność, że prawda chociaż wymykająca się definicjom, nienamacalna i niemożliwa do zbadania 'szkiełkiem i okiem' istnieje.
Cytat:
(...) Branie opisu stworzenia świata dosłownie jest równie mądre, co udowadnianie praw dyfuzji przy pomocy cytatów z Biblii. Niech lepiej osoby wierzące skupią się na szukaniu celu powstania świata, a nie pchają się na nie swoje tereny . Sprzeczności nie będzie.
Przepraszam, że tak chaotycznie napisałem, ale chyba wiadomo, o co chodzi.
Tak, wiadomo; chodzi o poglądy, które są wynikiem określonego światopoglądu. I dobrze jest być w tym temacie, ( jak i w każdym innym ) konsekwentnym.
Jeśli chodzi o opis stworzenia świata, to sami naukowcy bywają zdania, iż u podstaw kosmologii leży więcej założeń filozoficznych, niż we wszystkich innych dziedzinach nauk przyrodniczych, a wszechświat jest z gruntu nierozpoznawalny. Ale taki stan rzeczy przedstawia również i to na długo wcześniej, zanim doszli do tego współcześni naukowcy,
na przykład Biblia, która chociaż jest księgą starożytną, ukazuje obraz wszechświata inny, niż się to powszechnie z jej nieznajomości sądzi. Jako, że dotychczasowe 'naukowe teorie' na ten temat pozostają ciągle teoriami, niemożliwymi do zweryfikowania, idea, że Bóg stworzył świat w taki właśnie sposób, w jaki następnie zdecydował objawić ludzkości nie powinna stwarzać trudności w jej akceptacji, tym bardziej, jeśli ktoś deklaruje się jako osoba wyznająca wiarę o korzeniach judeochrześcijańskich. Ja na przykład nie mam z
tym problemów. Na tym polega między innymi ta konsekwencja, o której wspomniałam na początku swojej wypowiedzi.
Co do ateistów, to skłaniałabym się tu do koncepcji Atkinsona
a mówiąc już poważnie, skoro ich przekonuje inny światopogląd, to ich osobisty wybór, co nie daje im jednak prawa do dyskryminacji lub dyskredytowania, w jakikolwiek sposób osób, które zdecydowały, że chcą wierzyć inaczej niż oni, bo znajdujądo tego powody.
Owszem, to bardzo wygodny punkt widzenia, zwłaszcza dla relatywistów moralnych. (to uwaga ogólna, bez kontekstu osobistego)
Ja jestem moralnym relatywistą. To nie mój problem, że niektórzy katolicy nie rozumieją, co to znaczy i mylą z brakiem zasad moralnych.
Cytat:
'Co to jest prawda?'; dla wielu to pytanie pozostaje bez odpowiedzi do końca życia, inni znajdują na nie odpowiedź w sferze praw innych niż fizyczne, a wtedy ten moment początkuje często nową jakość życia. To daje pewność, że prawda chociaż wymykająca się definicjom, nienamacalna i niemożliwa do zbadania 'szkiełkiem i okiem' istnieje.
Ale nie daje możliwości osądzenia, czy moja prawda jest bardziej prawdziwsza od twojej. Nikt nie jest w stanie udowodnić, że prawda muzułmanów jest mniej prawdziwa od prawdy ewangelików. Dlatego nabijam się z każdego, kto twierdzi, że posiadł Absolutną Prawdę.
Cytat:
na przykład Biblia, która chociaż jest księgą starożytną, ukazuje obraz wszechświata inny, niż się to powszechnie z jej nieznajomości sądzi.
Czyli jaki?
Cytat:
Jako, że dotychczasowe 'naukowe teorie' na ten temat pozostają ciągle teoriami, niemożliwymi do zweryfikowania,
Chyba nie mówisz o wielkim wybuchu? Bo on jest weryfikowalny, oczywiście w granicach pewnego światopoglądu - jeśli nie wierzysz w istnienie atomów, to nie uwierzysz też w koncepcję nukleosyntezy (http://en.wikipedia.org/wiki/Big_Bang_nucleosynthesis). Podobnie jeśli odrzucasz homogeniczność stałych fizycznych, to nie przekona Cię też przesunięcie ku podczerwieni (http://en.wikipedia.org/wiki/Redshift#Expansion_of_space).
Ale, tak jak mówię. Nie ma jednej absolutnej prawdy. Być może wyniki eksperymentów to tylko przypadek albo kawał, który robią nam futrzaste stworki z Alpha Centauri. Pozwolę sobie jednak mieć swoje zdanie o ludziach, którzy tak twierdzą.
Cytat:
idea, że Bóg stworzył świat w taki właśnie sposób, w jaki następnie zdecydował objawić ludzkości nie powinna stwarzać trudności w jej akceptacji, tym bardziej, jeśli ktoś deklaruje się jako osoba wyznająca wiarę o korzeniach judeochrześcijańskich.
Nic nowego, dla buddystów nauki Buddy też pewnie nie stwarzają trudności w akceptacji.
Pomogła: 3 razy Dołączyła: 26 Cze 2008 Posty: 30 Skąd: Polska
Wysłany: 2008-07-10, 10:51
harkness napisał/a:
Ja jestem moralnym relatywistą. To nie mój problem, że niektórzy katolicy nie rozumieją, co to znaczy i mylą z brakiem zasad moralnych.
Tym bardziej nie jest to mój problem.
Nie jest to również problem tych, którzy bez względu na przynależność wyznaniową zdają sobie sprawę, jak dalekie mogą być konsekwencje relatywizmu moralnego u kogoś, kto przejawia złe inklinacje.
Cytat:
Dlatego nabijam się z każdego, kto twierdzi, że posiadł Absolutną Prawdę.
W takim razie nie zapominaj o Regulaminie, o ile zechcesz dalej wymieniać poglądy na ten temat.
Cytat:
Czyli jaki?(...)Chyba nie mówisz o wielkim wybuchu?(...)
Wszelkie dostępne informacje znajdziesz na stronach Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego. Przychylam się do poglądu tam prezentowanego.
Cytat:
(...) Pozwolę sobie jednak mieć swoje zdanie o ludziach, którzy tak twierdzą.
Jak już wspomniałam wcześniej każdy ma prawo do własnych opinii.
Przy tej okazji, chciałabym przypomnieć ( już o tym wspomniałam w dziale, gdzie użytkownicy się przedstawiają), że jestem panią w średnim wieku i jako osoba, nie będąca
z pewnością rówieśniczką osób w wieku studenckim , oczekuję więcej dystansu oraz spokojnej atmosfery dyskusji, bez względu na różnice w podzielanych poglądach.
Nie jest to również problem tych, którzy bez względu na przynależność wyznaniową zdają sobie sprawę, jak dalekie mogą być konsekwencje relatywizmu moralnego u kogoś, kto przejawia złe inklinacje.
Ktoś przejawiający złe inklinacje ma w głębokim poważaniu i twoje, i moje zasady moralne. Sugerujesz, że zdania „Istnieje wiele systemów wartości” i „Nie ma żadnych zasad” są tożsame?
Cytat:
W takim razie nie zapominaj o Regulaminie, o ile zechcesz dalej wymieniać poglądy na ten temat.
W ogóle to zawsze myślałem, że „otwarty umysł” oznacza „nie boję się krytyki moich poglądów”, a nie „zgadzam się z każdym i pod żadnym pozorem się nie śmieję”.
Cytat:
Wszelkie dostępne informacje znajdziesz na stronach Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego. Przychylam się do poglądu tam prezentowanego.
Znam argumenty kreacjonistów (choć z innego źródła) i uważam, że się mylą.
Cytat:
jestem panią w średnim wieku
Pragnę przypomnieć, że jak już kogoś krytykuję (a nie krytykuję ciebie osobiście), to z powodu poglądów, a nie z powodu wieku.
Cytat:
oczekuję więcej dystansu
Znaczy się mam machnąć ręką i potakiwać osobom, z którymi się nie zgadzam, żeby było miło? Naprawdę mnie interesuje, co rozumiesz przez ten dystans. Brak polemiki?
Pomogła: 3 razy Dołączyła: 26 Cze 2008 Posty: 30 Skąd: Polska
Wysłany: 2008-07-15, 17:07
harkness napisał/a:
Ktoś przejawiający złe inklinacje ma w głębokim poważaniu i twoje, i moje zasady moralne. Sugerujesz, że zdania „Istnieje wiele systemów wartości” i „Nie ma żadnych zasad” są tożsame?
Sugeruję, że zgadzam się ze zdaniem , iż jeśli człowiek, istota z natury skłonna do upadku nie uznaje w swoim życiu najwyższego autorytetu; Boga i Jego zasad, to nie ma żadnej gwarancji na to, że w którymś momencie jego relatywizm moralny nie doprowadzi go do zachowań krzywdzących innych, w myśl sentencji, która trafnie obrazuje ten stan rzeczy: Jeśli nie ma Boga, to można wszystko...
Cytat:
W ogóle to zawsze myślałem, że „otwarty umysł” oznacza „nie boję się krytyki moich poglądów”, a nie „zgadzam się z każdym i pod żadnym pozorem się nie śmieję”.
Wspominając o Regulaminie nie miałam na myśli zamykania ust osobom prezentującym odmienne ode mnie poglądy, ale formę ich wyrażania, a ponieważ twoja wzmianka o 'nabijaniu się' nie natchnęła mnie optymizmem w tej kwestii, stąd to moje przypomnienie.
Cytat:
Pragnę przypomnieć, że jak już kogoś krytykuję (a nie krytykuję ciebie osobiście), to z powodu poglądów, a nie z powodu wieku.
Znaczy się mam machnąć ręką i potakiwać osobom, z którymi się nie zgadzam, żeby było miło? Naprawdę mnie interesuje, co rozumiesz przez ten dystans. Brak polemiki?
Przecież tu jest spokojnie.
Przypominając o moim wieku i dystansie miałam na myśli grzeczne traktowanie dyskutanta.
Mam nadzieje, że to już jest jasne?
Sugeruję, że zgadzam się ze zdaniem , iż jeśli człowiek, istota z natury skłonna do upadku nie uznaje w swoim życiu najwyższego autorytetu; Boga i Jego zasad, to nie ma żadnej gwarancji na to, że w którymś momencie jego relatywizm moralny nie doprowadzi go do zachowań krzywdzących innych, w myśl sentencji, która trafnie obrazuje ten stan rzeczy: Jeśli nie ma Boga, to można wszystko...
Ale jesli nawet ktos wierzy w Boga i uznaje jego autorytet to rowniez nie ma żadnej gwarancji na to, że nie zacznie sie krzywdzaca zachowywac w stosunku do innych
Juz nie raz widzialem krzywdzace zachowania innych, czesto nawet bezpodstawne, a gdy sie pytalem tych ludzi czy wierza w Boga, zawsze odpowiadali twierdzaco.
Uwazam ze jesli ktos potrafi wierzyc bezpodstawnie (IMHO inaczej sie nie da) w Boga, to rowniez potrafil by sie nauczyc byc dla innych po prostu uprzejmy.
W naszej kulturze wiera w Boga jest wpajana od dziecinstwa, ale jednak nie jest do konca przekazywane (przynajmniej nie dociera), ze ta wiara jednak polega na milosci do blizniego itp.
Pomogła: 3 razy Dołączyła: 26 Cze 2008 Posty: 30 Skąd: Polska
Wysłany: 2008-07-16, 13:29
D4N napisał/a:
Ale jesli nawet ktos wierzy w Boga i uznaje jego autorytet to rowniez nie ma żadnej gwarancji na to, że nie zacznie sie krzywdzaca zachowywac w stosunku do innych
(...)
Uwazam ze jesli ktos potrafi wierzyc bezpodstawnie (IMHO inaczej sie nie da) w Boga(...)
Tak, po części można się z powyższym stanowiskiem zgodzić, gdyż wszystko zależy od tego, na ile człowiek wierzący decyduje się podążać za wiarą, którą wyznaje. Sama deklaracja, że 'wierzy sie w Boga' nie jest tu wystarczająca, o ile ktoś nie jest gotów spełniać uczynków wyznawanej wiary. To tak ogólnie.
Miłość bliźniego to podstawowe przykazanie dla chrześcijan i zwykle nie ma większych trudności w zrozumieniu, na czym ta miłość polega, natomiast szczegółowa ocena danych uczynków w świetle konkretnych indywidualnych sytuacji, to kwestia niemożliwa do całkowitego zweryfikowania przez drugiego człowieka i też nie do człowieka ta ocena należy.
Użyłeś określenia 'wierzyć bezpodstawnie', czy możesz wyjaśnić nieco szerzej, co przez to rozumiesz?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum